W Internecie jak w pociągu

Glebocka.jpg

O psychicznych pożytkach z wygadywania się rozmawiamy z Alicją Głębocką, psychologiem z Uniwersytetu Opolskiego.

- Czy publiczne wygadanie się ma terapeutyczny sens?
- Tak, bo ważnym elementem psychologicznym jest samo znalezienie słuchacza. Wiele zależy tu jednak od oczekiwań wygadującego się i informacji zwrotnej. Większość potrzebują tylko tego, by się wygadać, wystarczy im wyrzucenie z siebie problemu, inni oczekują porady czy wsparcia.
- A może chodzi też o to, by usłyszeć: „rozumiem cię, sam też coś takiego przeżyłem”. Albo wręcz: „ja mam jeszcze gorzej”?
- Psychologiczna teoria porównań społecznych mówi, że nastrój podnosi nam znalezienie kogoś, kto ma od nas gorzej: jest brzydszy, ma większą nadwagę, zdarzyło mu się większe niż nam nieszczęście. Jest nam lepiej, gdy widzimy, że są tacy, którzy mają jeszcze gorzej. Podobna zasada tłumaczy fenomen seriali, gdzie zazwyczaj bohaterowie są piękni, bogaci, lepiej wykształceni niż ich widz, a jednak zdarzają się im takie same problemy – mąż ogląda się za innymi, córka wagaruje, szef wyżywa się na nich w pracy. Niby są tacy idealni, a tak naprawdę mają takie same problemy. Dlatego ich lubimy.
- Czy Internet to dobre miejsce, żeby się wygadać?
- Oczywiście, zwłaszcza dla osób, które mają problem z nawiązywaniem kontakt aktów w tak zwanym realu albo jakość ich rzeczywistych kontaktów wydaje się im niedostateczna. Anonimowość internetu jest dużym argumentem. Z wygadywaniem się na forach czy portalach jest trochę tak, jak z wygadywaniem się nieznajomemu w pociągu – człowiek, który nas wysłucha zabiera nasze problemy ze sobą. Jest duże prawdopodobieństwo, że się z nim po raz drugi nie spotkamy. Internet jest też jeszcze bardziej anonimowy i w jeszcze większym stopniu gwarantuje to, że się nie spojrzy w oczy tego, komu opowiedziało się swoje sekrety, nawet te wstydliwe.
- Czy na swój los częściej narzekają kobiety?
- Wbrew pozorom nie, tylko panowie robią to bardziej po męsku, co oczywiście również wynika z norm społecznych. U mężczyzn wygadywanie się ma częściej postać krytykowania tego, co ich boli. Są ostrzejsi w wyrzucaniu z siebie problemu, bardziej agresywni.
- Czy poczucie zawiedzenia stoi w sprzeczności z optymizmem i życiową zaradnością?
- Nie musi. Każdy ma prawo przeżyć zawód, porażkę, popełnić błąd. Potem może się chcieć z tego wygadać. Ważne jednak, by takie wygadanie się i rozrachunek z niepowodzeniem tę osobę zmobilizował, a nie rozgrzeszył. Nie może być tak, że się wygadamy, posypiemy głowę popiołem i nie wyciągniemy z tego wniosków, nie spróbujemy poprawić czegoś, tylko pogodzimy się z tym ze stwierdzeniem „tak być musiało”.
- Na co w tej chwili narzekamy najczęściej?
- Zdaje się, że najbardziej na brak pieniędzy. Choć tak naprawdę utyskujemy też na to, co się dzieje w najbliższym otoczeniu – w rodzinie, pracy – oraz na politykę, sytuację w kraju, służbę zdrowia. A więc – jak się okazuje – na wszystko. Trzeba jednak przyznać, że często mamy do tego powody. Jakie? Wystarczy obejrzeć wieczorne wiadomości czy przeczytać gazetę, by przekonać się dlaczego.
- No więc się wygadujemy i jest nam lżej…
- Może być nam lżej, ale na pewno nie pomaga to nam zaakceptować otaczających nas absurdów.
- Dziękujemy za rozmowę.