
Zawiodłam się na szefie i straciłam do niego resztki szacunku. Właściwie nie wiem po co tutaj to piszę, ale muszę, bo mnie rozerwie z nerwów! Trzy lata charuję w kancelarii jako przynieś, wynieś, pozamiataj, podaj panu kawę, napisz pismo, leć do sądu, okłam klienta że mnie nie ma, odbierz mi dziecko z przedszkola itd. Nie protestuję, nie spóźniam się, jestem grzeczna i nisko noszę głowę. Nigdy nie zaproponował mi choćby małej podwyżki, nie zapytał nawet jaka jest moja sytuacja życiowa.