Zawiedzeni sobą

poprzez pewne elementy których nie potrafiłem wykluczyć ze swojego życia (być może wcale nie chciałem..) straciłem najpiękniejszy kwiat całego ogrodu którym jest życie, moje życie.
Sytuacja w której uczestniczyłem była dramatyczna (gdybym miał ją opisać... z wiadomych względów wolę tego unikać) choć Ona, bo mowa tu o kobiecie prawdopodobnie by wytrwała to wszystko, wiem o tym bo niejednokrotnie potrafiła to udowodnić, jednak...Ja, gówniarsko, niedojrzale nieodpowiedzialnie, wyrzuciłem najodpowiedniejsze rozwiązanie. Oczywiście wszystko to przyszło kiedy zacząłem spędzać ze sobą czas, sam na sam (czyt. zamknięty w 4 ścianach), kiedy ochłonąłem, zacząłem dochodzić i dociekać do samego siebie stwierdziłem jednoznacznie że popełniłem największy błąd swojego życia i jestem tego świadomy, mimo młodego wieku. Ona 100 % - owa kobieta, starsza, dojrzała, przede wszystkim piękna i inteligentna a do tego bardzo ambitna, wydawało się że to co tworzymy jest nieskazitelne, czyste i prawdziwe i tak było, dopóki ja poprzez swoje zachowanie zacząłem widzieć sprawy w innym bardziej wyimaginowanym świetle..mówiąc kolokwialnie spieprzyłem sprawę po długości, wiem że bardzo cierpiała, tym bardziej ze dawałem jej nadzieje..teraz ja cierpię i pretensje mogę mieć tylko do siebie toteż mam, męczę się, rozmawiam ze ścianami, rozwiązań szukam w lustrze..oczywiście nic racjonalnego nie przychodzi, wiem że Ona jest związana z kimś innym dowiedziałem się tego kiedy chciałem wrócić... - nie zdążyłem, płakałem owszem, zamknąłem się w sobie i przestałem robić rzeczy które sprawiały mi przyjemność - dochodzę do siebie chodź to droga przez mękę i ciernie..żałuje jednego teraz, że nie poprosiłem jej o rękę..
pozdrawiam

taka mała dygresja - przemyślcie bardzo dobrze kroki których możecie żałować, ja nie przemyślałem, zawiodłem samego siebie a przede wszystkim Ja..czasu nie cofnę, użalać się nad sobą mogę ale wiem że to nic nie da, wybrałem walkę o samego siebie, jest cholernie ciężko..ale wiem że nie mogę się poddać a to wszystko z własnej winy..

przeczytalam co napisales...nie mam zadnych rad-bo na takie sprawy niestety nie ma madrych,a z czasem,ktory pozwala zapomnniec heh bywa roznie..banalne co komu pisane..czy takie tam na kazdego gdzies ktos czeka w takiej sytuacji sa zadna madroscia.
UBOLEWAM,bardzo ,ze Twojego pisania nie moze przeczytac "moj,byly".(czytajac to,mialam wielka nadzieje ze to jego pisanie..moze i on kiedys tak napisze,"kiedy dorosnie i zrozummie".czekalam cale dlugie 4 lata..az..hmmmm bylismy i nie bylismy..mnie to kosztowalo duzo ..zdrowia.cierpialam,prosilam,mowilam,probowalam zrozumiec,wybaczalam...bledne kolo..a on chcial i nie chcial..kochal i nie kochal...dobre,co?!
PANOWIE-JEDNO JEST PEWNE-WIEM TO NA 100%

dokładnie, dziwne ze łudzisz się by on tak napisał, czyżby coś z niego zostało w Tobie? to złe i złudne wiem to po sobie bo na setkę myśli 96 jest o niej, więc wiem co czujesz. Widzisz jesteś po drugiej stronie bo to Ciebie skrzywdzono, ja widzę to z perspektywy tego złego, ale widzę i dostrzegam choć duuzo za długo..niestety człowiek jako jednostka ludzka skazana jest na popełnianie błędów, najbardziej boli ze skrzywdziłem, zrobiłem coś przed czym zawsze się wzbraniałem i teraz mam tego ziarno w sobie które zamiast zanikać, codziennie mocniej kiełkuje i masz całkowitą racje bo nie ma na to mocnych, jeżeli jedyna recepta na to jest nowy związek to co jak będzie dane mi pozostać samemu? 7 grzechów głównych?
"chciał i nie chciał, kochał i nie kochał" tak jak bym w tych słowach widział siebie..
to tak jak bym obciął skrzydła swojemu aniołowi - dokładnie tak

hmmmmmmmmmmm nie dokonczylam piszac wyzej mysli(ze względu na sprzet..).
PANOWIE JESTEM PEWNA NA 100%,ze my kobiety wolimy prawde..nawet wtedy gdy kochamy...PAMIETAJCIE,nie dzialajcie na zwloke,nie czekajcie az czas pozwoli umrzec zwiazkowi to jest zle i feee,jesli wczesniej "kochaliscie"te kobiete,szanujcie ja i jej uczucia do konca..inaczej pozostanie po was niesmak i zniesmaczenie,po co pzredluzac agonie.?.starczy bo brzmi jak manifest.
i ostatnie hmmmmmm,wiesz nasz zwiazek byl najdziwniejszym z.na swiecie....jestem silna a tu nie dalam rady,mam tylko nadzieje ze tym razem konsekwencja mnie nie zawiedzie(o to prosze swojego aniola).
wiesz..moze to glupio zabrzmi,ale skoro w mlodym wieku masz takiego doswiadczenia to rokuje dobrze na przyszlosc..bo niestety zycie plata figle..wiem co pisze,zapewniam Cie..(moze z racji doswiadczenia a na pewno wieku:))
pozdrawiam serdecznie

0

Rozumiem cie doskonale, wiem co czujesz, bo sam miałem podobne doświadczenie w życiu. Człowiek dopiero mądrzeje po fakcie. I niestety, tu sprawdza się przysłowie że "mądry człowiek (Polak) po szkodzie". Mogę ci tylko powiedzieć że za jakiś czas ból zacznie mijać, pewnie nieprędko, ale całkowicie minie wtedy, kiedy znów przyjdzie miłość. Nowa miłość. Za drugim razem nie możesz już tego spieprzyć. Pozdrawiam.