bez nadziei


Cześć,
muszę się komuś wyżalić bo sama już nie daje sobie rady z tym wszystkim co mnie ostatnio spotkało.Zacznę od tego że często się przeprowadzałam z powodu szkoły i pracy za granicę i Polsce co lekko mnie też wyniszczyło.7 lat temu w wakacje poznałam zagranicą mojego chłopaka,cięgle na odległość tak byliśmy razem 2 lata,później się rozstaliśmy by rok temu znowu się spotkać i być razem.Problem w tym,że on jest Włochem,miałam dobrą prace w Polsce i znalazłam akurat ofertę pracy blisko niego i zdecydowałam się wyjechać żebyśmy byli razem ,On tez zmienił pracę.Niestety moja praca miała trwać 2 lata a trwała 5 miesięcy bo skończyli szybciej kontrakt.Cały czas szukałam pracy i miałam nawet rozmowy ale bez efektu,zamieszkaliśmy razem,planowaliśmy wspólne życie,chciał się nawet oświadczyć.Niestety okazało się że jego firma też zamyka i został nagle bez pracy.Dodam że musieliśmy wynajmować mieszkanie a oszczędności nie mieliśmy zbyt wiele a raczej prawie nic.Luca znalazł pracę na czarno ale też nie stałą,ja wysyłałam cv ale moje frustracja i samotność się pogłębiała.Mam dobre wykształcenie nawet tam studiowałam język znam dobrze ale niestety nie potrafiłam nic znaleźć.Jedyną rzecz chyba jaką mogłabym tam robić to sprzedawać kawę,być kelnerką lub sprzątać chociaż w dobie kryzysu i groźby bankructwa Włoch to i o taką pracę ciężko.Po 8 miesiącach szukania pracy i po 3 miesiącach spędzonych samotnie w mieszkaniu bo luca wracał późno miałam już dość.Było widmo że będzie nam brakowało pieniędzy na wynajem.Nigdy w życiu w takiej sytuacji nie byłam i nie mieściło mi się w głowie ponieważ w Polsce pracowałam w zawodzie i całkiem dobrze zarabiałam jak na warunki polskie.Moglibyśmy mieszkać czasowo u jego babci ale nie wyobrażam sobie żebym miała cały dzień siedzieć w domu,bez perspektyw na jakąś normalną pracę.Tęskniłam też za moją rodziną.Niestety moi rodzice nie za bardzo akceptują ten związek więc u moich rodziców nie moglibyśmy zamieszkać,zresztą rodzice mają małe mieszkanie.Ostatecznie
wróciłam do Polski.Mam 30 lat i nie wiem dokąd zmierzam i co mam robić.Nie mam swojej rodziny a mam już 30 lat,teraz nawet pracy,Luca polskiego nie zna więc jeśli tu przyjedzie to będę musiała mu pomoc i nas utrzymać nie wiem czy mam jeszcze na to siłę.Chcę spokoju i stabilizacji ale najwidoczniej z Luca to niemożliwe przynajmniej teraz w dobie kryzysu.Jestem bardzo zmęczona cala tą sytuacją bardzo rozczarowana ,zawiedziona,brak mi wiary w siebie i brak siły do walki o ten związek.Mam chyba naprawdę jakiegoś pecha bo to była już moja druga próba wyjazdu do Włoch i po raz kolejny zakończyła się fiaskiem.Czuję się nieszczęśliwa. Poradźcie jeśli możecie co robić.dziękuję.
