Chcę tylko wylać moje żale.


Hmm nawet nie wiem od czego zacząć tyle tego jest, jestem wściekła na siebie że jestem nieudacznikiem, że nic nie potrafię, że jestem zakałą społeczeństwa. Jestem dorosła kobietą a czuje sie jakbym była, no właśnie nie wiem czym i kim jestem. Czasami wydaje mi sie, że gdyby mnie nie było to ludzie którzy mnie otaczaja byliby o wiele szczęsliwsi ich życie byłoby łatwiesze. Np rodzice nie musieliby utrzymywać darmozjada. Ciągle myslę o tym że gdyby mnie nie było, to byłoby dobrze. Nawet kiedy byłam dzieckiem ciągle myślałam o tym i nie wiem dlaczego. A z 2 strony panicznie boje sie o moją rodzinę bo to jest jedyne co w moim życiu posiada jakąś wartość. Wręcz obsesyjnie boję się że ktoś z mojej rodziny odejdzie prede mna. Pamiętam jedno zajscie z dziecinstwa wstawałam wczesnie rano szłam do pokoju mamy stawałam za tapczanem i nasłuchiwałam czy ona oddycha. I kiedy czegoś nie usłyszałam wpadałam w panike zakrywałam sobie rączką buzie i płakałam widziałam jak te cholertne łzy kapią na poduszkę, ale nic nie robiłam. Stałam tak az usłyszałam coś ,wtedy szybko szłam do łazienki i ryczałam jak bóbr. Mam opanowane do perfekcji płakanie tak aby nikt mnie nie usłyszał. Siedzę sobie w swoim małym pokoiku i wspominam ale te dobre rzeczy które mi się wydarzyły w życiu to nie, tylko to co złe. Ja naet nie pamiętam czy kiedykolwiek w miom życiu było coś dobrego. Więc po co tutaj jestem, nie potrafie normalnie funkcjonować, ludzie a zwłaszcza mężczyźni budzą we mnie lęk, pracy nie dostanę bo nic nie potrfię. Rodziny nie założę bo nikt takiego czegos jak ja nie zechce. Nie jestem inteligentna, nie mam ambicji więc po co tutaj jestem.

Przeczytalem Twoje wypowiedzi. Rozumiem Twoja sytuacje, ale Ty nie potrzebujesz zrozumienia, TY powinnas zrozumiec, ze uzalasz sie nad soba. To dosc wygodne- sorry za szczerosc- Dostalas prace nie potrafisz sie cieszyc, TY grzebiesz sie w drobiazgach, na ktore ludzie majacy prawdziwe problemy nie maja czasu. Nie jestem zlosliwy, ale dla Ciebie wzszstko narasta do rangi problemu, to pozwala Ci sie rozczulac nad soba. Zrob ekspryment, zapisz sie jako wolontariusz do jakiegos hospicjum, popracuj tam nawet 2-3 dni, tam bedziesz mogla zestawic swoje problemy z ludzmi , ktorzy nieco inaczej postrzegaja swiat. zrob cos wreszcie zamaist siedziec i lamentowac w internecie. Pozdrawiam.
Jak ty nic nie rozumiesz Micro, zreszta ja sama wielu rzeczy nie rozumiem. Ja wiem ze inni maja gorsze zycie. Ale ja juz taka jestem niestety. Zyje na tym swiecie 26 lat conajmniej od 10 lat jestem w tym stanie. Potrafie sie cholernie dobrze kamuflowac przed rodzina. Ale raz na jakis czas cos peka we mnie i wtedy mam naprawde wszystkiego dosyc. I chocbym dostala wtedy gwiazdke z nieba ja zawsze znajde powod do uzalania sie nad soba. i wtedy wystarczy mi jeden drobiazg aby wprowadzic sie w ten stan. ( ja wiem ze to nie jest napweno depresja ona przeciez by tak dlugo nie trwala). Ponad 10 lat temu probowalam sie zabic rodzina mysli ze powodem tego byl niezdany egzamin. Ale ja tylko czekalam na odpowiedni moment. nie wiem dlaczego chcialam to wtedy zrobic. Z mojego wczesniejszego okresu zycia pamietam jak bedac malym dzieckiem wstawalam wczesnie rano szlam do pokoju mamy stawalam za tapczanem i nasluchiwalam czy ona oddycha kiedy wydawalo mi sie ze nic nie slysze wpadalam w panike zakrywalam sobie raczka buzie stalam i plakalam tak dlugo az czegos nie uslyszalam, wtedy bieglam szybko do lazienki i tam dalej plakalam. W dalszym okresie zycia nie bylo lepiej pamietam rzeczy o ktorych chcialabym zapomniec. Nawet opisanie ich w necie jako osoba anonimowa sprawia mi trudnosc. A co do pracy w wolontariacie to z mila checia ale nie dalabym rady. nie wytrzymalabym psychicznie. Moze i sie uzalam nad soba, ze jaka to jestem biedna i w ogole ale ja juz taka jestem i w cale nie licze na zrozumienie. Ja poprostu chce sie od czasu do czasu wygadac zeby nie zatracic sie w tym wszytkim.
Kasia, wiesz jak trafilem na ta strone?, wpisalem w wyszukiwarke "nic mi w zyciu nie wychodzi", bo tak jest. Nie jestem wszechwiedzacy itp. Przeczytalem Twoj list Twoje odpowiedzi i napisalem co ja bym chcial zrobic gdybym byl Toba. Wiesz, latwo sie daje rady, trudniej samemu jest sie do nich stosowac. Jestem 12 lat starszy od Ciebie, Ty masz jeszcze szanse wiele przebudowac, tylko musisz chciec. Ja tez moglbym cos u siebie zmienic, ale przed 40 tka jest trudniej, Tobie tez bedzie trudniej z kazdym rokiem. Problemy ludzi rodza sie zawsze w glowie i tam trzeba rozpoczynac ich rozwiazywanie, najgorsze co mozna zrobic, to nie zrobic nic, tylko czekac az cud sie jakis zdarzy. Nie zdarzy sie Kasiu, musisz sama sobie pomoc. A tak swoja droga to masz lekka reke do pisania, wiec nie ejstes taka beznadziejna ;)
Zabij sie :/
To żałosny koment ,człowieku ... ogarnij się... każdy ma w zyćiu upadki ,a Ty doijasz dziewczynę
Witaj.
Rozumiem Cię. Posłuchaj, a tutaj to raczej lepiej-przeczytaj :)
Próbowałaś kiedyś zrobić sama jajecznicę? Kanapkę? Założę się, że tak i wiesz co? Bardzo dobrze, to jest pierwszy krok ku temu, by uwierzyć w siebie. Postaraj się zrobić coś więcej. Spróbować... Cokolwiek. Wyjść na powietrze, zachwycić się pięknem przyrody, jeśli nie masz znajomych, to pójść z kimś z rodziny na spacer, pogadać ot tak. Jeśli coś nie wyjdzie, nie zrażaj się. Najłatwiej jest powiedzieć: ,,Nie umiem", ,,Ale ja tego nie potrafię", ,,Przecież i tak zrobię to źle"...
Pamiętaj: ,,Nieważne ile razy upadasz. Ważne, ile razy wstajesz''. SPRÓBUJ zacząć dostrzegać plusy tego życia-to, że masz Rodzinę, bo przecież jest dla Ciebie ważna, prawda? Ciesz się z tego, bo niektórzy są na tym świecie bez bliskich i też muszą sobie jakoś radzić.
klaudia728 myslisz, że ja nie próbuje. Staram się uwierzyć, że moje życie ma jakiś sens.Ale ja tego tak naprawdę nie odczuwam. Ja właściwie udaję, że wszystko jest ok. Przed rodziną, znajomymi. Przez to że nie potrafię powiedzieć co mi jest staję sie nerwowa. Czasami wybucham bez powodu i wyładowuję swoja złość na rodzinie. I nie wiem dlaczego tak się dzieje całyczas brzuch mnie z nerwów boli i do tego jeszcze prawie codziennie wyobrażam sobie swoja smierć. Wiem, że to jest chore, ale do psychologa albo do psychiatry nie pójdę.Zabic sie pewnie nie zabije bo jestem tchórzem. Ale tak bardzo chciałabym zasnąć i sie nie obudzić. Rodzina miałaby świety spokój.
ehh , to znów ja tym razem chodzi o coś innego..
potrzebuje kogoś kto mnie będzie wspierał zawsze i będzie mnie lubił nawet wtedy gdy ja nie bd się o to starała.
nie mam nikogo no mam tak zwanych przyjaciół i rodzinę ale rodzina hmmm.. ich nie obchodzi co się ze mną dzieje mam takie wrażenia , a przyjaciele są i ich nie ma oni mają swoje sprawy i wydaje mi się ze nie interesują ich moje problemy murze w końcu wyżalić się powiedzieć komuś tak naprawdę co myślę o tym cały świecie nie wiem możne powinnam pójść do psychologa albo terapeuty. ktoś tu napisał notkę ' to sie zabij ;/' czy jakoś tak nie pisz tak bo ona możne to nieprawdę zrobić nie masz serca człowieku , wydaje mi się ze każdy w życiu ma taki etap , etap pustki i samotności niektórzy sobie radzą a inni nie i piszą tu co ich boli .
moja beznadziejność mnie dobija gdybym była jeszcze w jakimś stopniu ładna lub mądra a ty nic tak zazdroszczę ludziom którym się wszystko udaje to nie fer ze niektórzy są lepsi od innych ..
boli mnie to nawet bardzo poszukuje jakiegoś wypełnienia w mym życiu
jak nikt tego nie przeczyta to i tak będzie dobrze
NAPRAWDĘ POTRZEBUJE KOGOŚ BO PRZECIEŻ NIKT NIE CHE BYĆ SAM..
(kurde ale zrobiłam z siebie idiotkę :P )
Hey...
Kasiaaa... Nie mów, że Rodzina miałaby święty spokój. Pewnie nawet nie zdajesz sobie sprawy z tego, jak bardzo jesteś dla Nich ważna. Może po prostu nie potrafią Ci tego okazać... Jest ktoś w Twojej Rodzinie, z kim mogłabyś porozmawiać o tym, co Cię trapi? Wyjaśnić dlaczego zachowujesz się czasem tak, a nie inaczej? Wybuchasz złością... Opowiedz o tym, może wtedy coś się zmieni. Mieć oparcie w choć jednej osobie z bliskiego otoczenia-to już zawsze coś.
Trzymaj się ciepło i głowa do góry.
Gdyby to byłoby takie proste, nie mam ochoty rozmawiać z rodziną. Jednego dnia ciesze się jak głupia ( bo mysle, że wszystko sie jeszcze ułoży) a drugiego mam ochote się zabić. Np dzisiaj niby mialam iść podpisać umowe zlecenie byłam przekonana, że zatrudnią mnie bo mi obiecano.A tu okazało się,że nic z tego. Nie wiem co ze mną jest nie tak czy tak bardzo ludzie się mnie brzydzą.Rano się cieszyłam a popołudniu ryczałam. Ech... szkoda gadać.
Nie martw się. W końcu się uda, tylko musisz w to uwierzyć...
Wczoraj znowu byłam na rozmowie w sprawie pracy, babeczka miała zadzwonic do 18 i powiedziec czy sie dostalam. Powiedziala,ze raczej napweno sie dostalam ze to tylko formalnosc. I co cisza nawet nie raczyla zadzwonic, a skoro nie chciala mnie zatrudniac to po co robila mi nadzieje. Wszyscy oszukuja, klamia prosto w oczy. Nie wiem co zle robie, odechciewa sie wszystkiego. Skoro wszyscy uwazaja ze jestem bezuzyteczna dla spoleczenstwa to tak zapewne jest.
Dzisiaj pojechałam do PUP aby dowiedzieć się o jakiś ofertach pracy i przy okazji zapytac się o moje podanie które złożyłam półtora miesiąca temu. Ofert nie było ( dla ludzi z moim wykształceniem nie ma pracy jak mawia pewien pan w jednym z polskich seriali) a co do mojego podania to pani powiedziała mi, że musiała mnie przeoczyć dlatego nie dostałam odpowiedzi.Zaraz podała mi odpowiedź zapewne wyuczoną, że nie ma wolnych etatów. A zebym dostala staż w PUP to musieliby specjalnie utworzyc miejsce pracy. Kiedy mi to mówiła nawet nie spojrzała mi w oczy. Nie wiem czy w tej chwili jest mi smutno, czy jestem zła. Poprostu jest mi wszystko obojętne.
,,nie mam ochoty rozmawiać z rodziną"-Dlaczego nie masz ochoty na rozmowę z Rodziną? Zresztą, jeśli nie chcesz, nie musisz odpowiadać na to pytanie. Ekhm, a ktoś ze znajomych? Może akurat ktoś słyszał o jakimś wolnym etacie w pracy, w której mogłabyś się spełnić? Warto zapytać-w końcu,,Kto pyta, nie błądzi".
Od piątku mam załamke nic mi sie nie chce, a wydaje sie ze powinnam byc szczesliwa. Wreszcie dostalam prace wiec chyba powinnam skakac do nieba. Ale tak nie jest, a ja nie wiem dlaczego. Niby normalnie funkcjonuje ale to tak jakbym to nie byla ja tylko ktos inny. Cokolwiek bym nie robila to ciagle mysle o tym co by bylo gdyby mnie nie bylo. Pewnie dla mnie bedzie dobry kazdy powod byleby tylko myslec o smierci. Odkad pamietam zawsze wyobrazalam sobie swoja smierc, nawet bedac dzieckiem i nie wiem dlaczego. Kurwa dlaczego nie moge byc normalana tak jak inni, tylko musze ciagle myslec o tym. Czy to w ogole jest normale, ze jest mi wszystko obojetne, ze od paru miesiecy staram sie ze wszytkimi znajomymi urwac kontakt, ze ciagle wspominam tylko te zle chcwile moim zyciu. Ech sama ju nie wiem.
Witaj Kasiu.
To, co piszesz... Eh, nie wiem jak zacząć, mam napisać, że to nie jest normalne? Pewnie niejedna osoba jest w takiej sytuacji i to, że jest Ci wszystko obojętne jest absolutnie złym objawem Twojego zachowania. Znajdź sobie jakieś zajęcie, coś, co by Cię interesowało, wiem-,,znajdź"-zaraz napiszesz, że to nie takie proste. Zdaję sobie z tego sprawę, ale może masz jakieś hobby, na które dotąd nie miałaś czasu albo po prostu było Ci obojętne. Co do Twojej pracy, sprawia Ci satysfakcję?
Rada: Zajmij się czymś, co sprawia Ci przyjemność, nie wiem: Jazda konno, rowerem, pływanie, biegi, kolekcjonowanie znaczków, pisanie wierszy, cokolwiek. Wcale nie musi to być kosztowne zajęcie, ważne, żebyś robiła coś, co lubisz.