Dlaczego tak stygnę?

Zawiedzeni partnerem

Może ktoś ma podobne doswiadczenia? Podobne do moich? Wyszlam za chlopaka z ktorym bylam od matury. Mamy 6cio letniego synka, dorobilismy sie mieszkania, nigdy go nie zdradzilam, nie flirtowalam z nikim na powaznie (najwyzej gatki szmadki) w sklepie (jestem kierownikiem salonu sprzedazy) , ale to nic groznego.
I tak od roku, moze dwoch - całkowite wypalenie. Nie czuje nic ani do syna, ani do męża. To nawet nie jest już pustka, ale wręcz ... boję się tego słowa napisać... nienawiść.
Nie mogę patrzec, jak mąż je, jak śpi, jak żartuje. Wszystko mnie w nim drażni, na impreazach mu dokuczam przy ludiach, on się wtedy upija i są sceny. Kiedyś byłam dumna z jego hobby, w ktorym ma osiagniecia (nie napiszę, co bo to rzadka dziedzina, wiec się moze domyslec), teraz najchętniej bym mu te jego eksponaty spaliła. Najgorzej ze to sie wszystko przenosi na synka. Jakby dziecko było naturalną kopią taty (jakoś tam nia jest, bo podobny).
Mam siebie dość. Gdzie szukać ratunku? Chcialm do psychologa, ale nie wiem, czy przed konkretnym czlowiekiem sie otworze ze wwstydu. Ktos mial cos podobnego? Poraćcie coś.
Donka

Hmm to zbliża się czas przesilenia około 7 roku. Najlepsza rada postaraj się o.. córeczkę, to przejdzie Ci odrazu :)

Idz do psychologa. Ale dobrego. On pomoze Ci najpierw uporac sie ze swoimi emocjami, lekami, a potem spojrzec inaczej na rodzine.

Miłość to uczucie które trwa wieki, polega na tym ,że po kilkunatu latach RAZEM ciagle chce się jeszcze do siebie uśmiechac, być miłym, i rozwwiązywać problemy :) Ratuje Cie tylko i wyłącznie romowa z mężem albo na początek z psychologiem :) nikt nie musi wiedziec o tym ,że zasięgasz rad psychologa:)

Napisalas NIENAWISC, to w sumie dobra wiadomosc bo przeciwienstwem MILOSCI jest OBOJETNOSC.
A MILOSC i NIENAWISC to prawie synonimy :)

Wydaje mi się że właśnie powinnaś spróbować pobyć sama jakiś dłuższy czas i stwierdzisz czy ci kogoś brakuje,za kimś tęsknisz...a może ty się nie nadajesz do tej rodziny,którą tworzą jak na razie ojciec i syn.Psycholog jest wskazany,ale dobry psycholog,sam chodzę już kilka lat a na początku były ciągle stwierdzenia"przygotuj się na rozstanie wcześniej czy później"...

Może wyjedź gdzieś na jakiś czas sama, odpocznij, przemyśl sobie wszystko na spokojnie. Czasem to pomaga.

Nie przejmuj się tak. Z tego co piszesz nie widać zbytniej winy ani po stronie twojego męża (poza tym że syn jest do niego podobny - ale to tak chyba powinno być, co nie?) ani po twojej, a więc przypuszczalnie i Tobie będzie łatwiej wyjść z tego stanu w którym się znajdujesz. Takie kryzysy zdarzają się każdemu i w każdej chyba dziedzinie (pracy, hobby, zainteresowaniach, rodzinie). Czasem przychodzi zwyczajny przesyt, może przemęczenie, wiele czynników może mieć wpływ. Ciebie dotknęło to akurat teraz właśnie na gruncie rodzinnym. Przeczekaj i spróbuj w tym czasie zastosować do męża coś w rodzaju przyjaznej szczerości. I na "przyjazną szczerość" kładę nacisk, bo uważam to za klucz do porozumienia i rozładowania wszelkich napięć. Pozdrawiam optymistycznie.

Aldonko, nie chcę się wymądrzać ale wiem jedno: rozmowa, rozmowa, rozmowa. Z mężem. Bo inaczej będzie się to tylko pogłębiać.

Ja tez wierzylam, ze gdzies tam na swiecie jest ten jeden jedyny... nawet wydawalo mi sie, ze go poznalam, bylismy razem jakis czas. A pozniej on stwierdzil, ze jest jeszcze mlody, ze potrzebuje rozrywki... Jasne, rozumiem to. Kazdy chce sie w zyciu wyszalec... Od tamtej pory minely ponad trzy lata, a ja nadal o nim mysle i chociaz po drodze spotykalam innych facetow to zaden nie zawrocil mi w glowie tak jak on.... Ostatnio ktos powiedzial mi, ze mysle o nim dlatego, bo to byla milosc niespelniona... a taka jest najgorsza... nie wiem jak by sie ulozyl ten zwiazek.. idealizuje go, bo tak naprawde go nie poznalam... to jest naprawde okropne. Moze nie napisalam na temat, ale musialam sie wygadac... Mysle, ze faktycznie powinnas porozmawiac z mezem, moze on ma taki sam problem i tez sie tak czuje jak Ty i oboje sie meczycie w tym zwiazku. Rozmowa da na pewno jakies rozwiazanie. Mam dopiero 23 lata, ale mam duzo starszych kolezanek, kolegow, znajomych i patrzac na ich malzenstwa czasami zastanawiam sie czy warto wychodzic za maz. Jednak mysle, ze jest duzo plusow miec kogos na stale... Pomysl o tych ktorzy nie maja nikogo i nie ma kto im podac herbaty, gdy sa chorzy..... Popatrz na meza, pomysl o jego zaletach, o tym co Cie w nim urzeklo, dlaczego za niego wyszlas....

zyciowa prawda ... milosc niespelniona zzera od srodka, wwierca sie w mysli, zabija pozytywne emocje... sama tego doswiadczylam i ciesze sie ze mam to za soba....

moze moja milosc to nie byla milosc totalnie niespelniona ale na pewno z tej kategorii.. bylismy ze soba kilka miesiecy, ale to nie byl udany zwiazek... raczej z kategorii tych gdzie facet nie wykazuje inicjatywy....ja ciagle chcialam wiecej wszystkiego: zainteresowania, spotkan, szczerosci itp... i kiedy potem podzielila nas odleglosc ponad 3 tys km umieralam z milosci i tesknoty zdajac sobie jednoczesnie sprawe ze ten zwiazek nie byl udany, ze ten facet nie dawal mi tego na co liczylam.....mimo to lezalam i plakalam widzac go w mojej glowie jako ideal, moja jedyna radosc w zyciu, moja jedyna perspektywa na przyszlosc...doszlo do tego ze mnie zdradzil a ja mu to wybaczy;am po miesiacu!!!!!, taka bylam zakochana !!! nie wiem ciagle dlaczego ale przyszedl moment ze moj 'ideal' niespodziewanie zaczal za mna szalec, wyznawac uczucia etc... co sprawilo ze kochalam go jeszcze bardziej... nadszedl dzien spotkania po ponad 10 miesiacach...dzien w ktorym go znowu zobacze wyobrazalam sobie tysiace, miliony razy ze scisnietym sercem a kiedy wreszcie do tego doszlo nie wiem czemu - banka pekla i nic.. nie czulam sie tak szczesliwa jak sobie wyobrazalam... spedzone z nim 2 tygodnie non stop razem sprawily ze odkochalam sie zupelnie... i teraz nic...zero uczuc z mojej strony... moja chora milosc minela....nie wiem czy jest na to jakies wytlumaczenie..ale ciesze sie ze tak sie w koncu stalo...

pozdrawiam wszystkich ktorzy przezywaja taka chora niespelniona milosc i zycze wam zeby sie skonczylo tak jak u mnie!!!

Witaj.

Wiesz, może jeszcze się to zmieni i będziecie oboje w sobie zakochani :)

Jest w tym chyba wiele prawdy. To znaczy że miłość niespełniona pamiętana jest latami i idealizowana. Natomiast ta prawdziwa, często jest obok nas, taka...niezauważalna. Zauważamy ją zwykle wtedy, kiedy...odchodzi. Kurcze, ale jęczę, ale chcę sobie pojęczeć. Trudno. Mam zły nastrój.

No...przecież jest taka mądrość;Nie docenia się tego co się ma,dopuki się tego nie straci...a jest w tym dużo prawdy,już od nie jednej osoby słyszałem...

POKAZ MU CO STRACI JESLI SIE NIE OGARNIE

Hmm, wiesz wydaje mi się że wpadliście w rutynę. Napisałaś że jesteście już 6 lat. Myślę że po porządniej rozmowie powinniście spróbować troszkę "od nowa", pisze od nowa w nawiasie bo nie chodzi o zaczynanie czegoś od nowa, chodzi o zauważanie tego co masz. Masz wiele, to dziecko nie wzieło się z księżyca a z miłości. Może to dziecko i odnalezienie w nim tego co zgubiłaś po drodze stanie się zaczątkiem zmian. Życze powodzenia!

Idz do HOUSA,jestes niezwykle rzadkim i interesujacym przypadkiem