kryzysowy


Zainspirowany opinią pewnego profesora, chciałem chwilę pomyśleć na temat konsekwencji kryzysu finansowego, jaki ostatnio mieliśmy okazję zaobserwować. Przeżyliśmy więc taką sytuację, w której jedni nieodpowiedzialni ludzie, kierując się chęcią łatwego zarobku, zaoferowali tanie kredyty. Inni nieodpowiedzialni ludzie wzięli je nie myśląc ani trochę o spłacie, o długookresowej sytuacji finansowej (swojej i gospodarki), o tym skąd są te pieniądze. Kolejni nieodpowiedzialni ludzie pakowali pieniądze w inwestycje o różnych stopniach ryzyka, w tym o wysokim jego stopniu, nie przejmując się zasadami zgodnie z którymi ich funduszami się rozporządza. Gospodarka rozgrzała się, a balon spekulacyjny rósł i rósł, aż pękł. Sytuacja jest właściwie dość typowa dla modelu kryzysu finansowego.
Moje rozczarowanie jest więc takie, że chyba nie doczekamy sytuacji, w której ludzie nauczą się jak ten model działa, tak by zamiast paniki, w odpowiednim momencie wykazać się zimną krwią.
Pieniądze odpłynęły z giełdy, okazało się że banki są nagie. Moje następne pytanie brzmi więc, czy to ja jestem temu winny? Dlaczego moje podatki muszą zostać przeznaczone na wsparcie finansowe dla ludzi nieodpowiedzialnych i nieprzewidujących? Zdaję sobie sprawę, że ewentualna eskalacja kryzysu dotknęłaby mnie jeszcze bardziej, niż ta już udzielona instytucjom zagrożonym bankructwem pomoc. Jednak dręczy mnie myśl, czy błędy nie powinny zostać ukarane. Czy pozostawienie tych ludzi w sytuacji, którą bądź co bądź sami sobie zgotowali nie wpłynęłoby lepiej na ich świadomość i przewidywanie przyszłych decyzji? Podjęli oni ryzyko, ale w tym przypadku nie opłaciło się. W końcu to normalna sytuacja w świecie pieniądza, więc dlaczego zmieniać reguły i to w sposób taki, za który wszyscy zapłacimy?
