nic mi sie nie chce i wszystko mnie wku..wia

Zawiedzeni sobą

Witam

Mam takowy problem, że jestem młody (22lata) i całe życie przede mną, a czuje się jakbym był starym dziadem. Nic mi sie nie chce a zarazem chce. Studiowałem, miałem iść na 3 rok, rzuciłem studia, bo mnie wkurwiały pomimo, że chciałem być na tym kierunku jednakże inaczej go sobie wyobrażałem, mimo to wkurwia mnie to że je rzuciłem. Chce iść do wojska a zarazem nie chce bo wkurwia mnie to, że pierwszy rok będe musiał spędzić w koszarach a ja z reguły lubie i cenie swoją prywatność a nie 10 chłopa na 40m2. Mam nawet hobby, choć nawet jego nie chce mi sie już uprawiać(a może bym i uprawiał jakbym miał większe możliwości finansowe niż teraz). Miałem też kochającą dziewczynę, lecz związek rozpadł się po 2.5 roku bo wolałem pracować niż przyjść do niej, choć nie do końca bo byłem na takim stanowisku, że nie miał mnie kto zastąpić a pracowałem w takich godzinach, że albo miałem przyjść do niej z samego rana albo w środku nocy. Aktualnie nic nie robie bo nic mi sie nie chce a zarazem chce. Nie pracuje bo, w sumie pracy nie ma a jak już jest to praca do której trzeba specjalne papiery a jak już sie uda mi załapać(jeśli chodzi o wymagania) to praca typu "zapierdol jak w kopalni 12h za najniższą krajową" i to mnie odpycha. Nie żebym bał sie pracy bo każda robota jaką wykonywałem wymagała jako takiej tężyzny fizycznej czasem aż nad moje możliwości jednak sie nie poddawałem bo widziałem w tym cel. Teraz jednak brakuje mi tego celu w życiu. Stałem się cholernym minimalistą, żeby dało rade tylko zjeść(choć ostatnio nawet jeść mi sie odechciało i jem raz dziennie ok. 15) i sie wyspać, bo nawet na piwo z kolegami już mi sie chodzić nie chce. Najchętniej to spałbym cały czas bo w snach moge robić co chcę a w życiu nie.

Czy ja jestem zwykłym leniem czy coś bardziej mi dolega?

hej

mialem super robotę, ktora sprawiala mi dużo radości i satysfakcji. jednak dziewczynie, teraz żonie, to nie odpowiadało - bo życie rodzinne na tym ucierpi (dużo wyjazdów). miałem wybór - zostać w pracy i stracić dziewczyne, lub rzucić robotę i mieć rodzinę. wybór padł na tą druga opcję. znalazłem nawet trochę podobna robotę, niby zostałem w zawodzie, ale kasa nie ta sama i ciągłe siedzenie w biurze do usranej 17:00. nienawidzę tego. codzienna monotonia mnie dobija. Pobudka 07:45, pociąg do roboty, 18:30 w domu, wcinam obiad, którego tak naprawde jeść mi się nie chce. potem latanina z dzieckiem na rękach do czasu gdy mały się nie zmęczy. 21:00-23:00 bezmyślne patrzenie się w telewizor lub komputer. żonie nie za bardzo chce się sexu i już mam dość ciągłego poniżania się prosząc o jakiekolwiek bzykanko. kasy niby starcza do końca miesiąca, ale o jakiś kokosach to mogę pomarzyć. czasami chciałbym wrócić do przeszłości, do momentu gdy decydowałem pomiędzy dziewczyną a karierą i wybrać to drugie, być wolnym i robić co mi się che, podróżowac, nie martwić się kredytem mieszkaniowym. nawet teraz nachodzą mnie myśli o rzuceniu wszystkiego, ale chyba jestem za bardzo odpowiedzialny. nie potrafiłbym zrobic krzywdy dziecku i żonie. kroku w tył już nie moge zrobić...

Witajcie. czytam to co tu piszecie i jestem przerażona bo w 100% identyfikuje sie z Tymi, którym się nic nie chce. Jestem młodą kobieta, która nic w życiu nie osiągnęła. Nie pomogły studia, dobre chęci ani ciężka wytężona praca. Jedyne na co dobrego w życiu trafiła to na kochanego i troskliwego męża, który marnuje przy mnie swoje życie. Wyglądam młodo, ale psychicznie jestem bardzo smutnym człowiekiem, co widać na mojej twarzy. życie dało mi w kość, zbierając wszelkie radości. W nocy nie mogę spać, bo po głowie wędruje milion myśli, a rano nie che mi się wstać. Bóle głowy, kłócie serca. Będę szukała pomocy psychologa, ponieważ sama nie daję sobie z tym rady. Ten stan trwa ładnych parę lat. Niejednokrotnie wracają myśli samobójcze, ale nie mam odwagi żeby to wykonać. Toczę wewnetrzną walkę z nie chce mi się, co jest baaaardzo trudne. Błagam o więcej sloneczych dni w moim życiu.

Witaj.

Zacznę od tego, że... ,,sama nie daję sobie z tym rady"-a Mąż? Rozmawiałaś z Nim o Twoim stanie?

nie wytrzymam od pewnego czasu mam napady smutny i to strasznego w życiu nic mi nie wyszło niczym się nie wyróżniam nikt nigdy mnie nie pokochała miałam tyle szans i je zmarnowałam nic nie umiem tylko psuć wszystko :<
nie wytrzymam dłużej i nikt mnie nie rozumiem moje wszystkie koleżanki są ode mnie ładniejsze i mają powodzenia a ja :<
nie wytrzymam już tego
niechce tak żyć w cieniu tez chce coś dostac od życie chce być szczęśliwa choć przez chwilę
pomóżcie mi
błagam

hej,
czytam tu sobie wypowiedzi i patrzę na to inaczej - nikt nie obiecywał, że życie będzie usłane samymi różamii że w każdym momencie będziemy tryskać energią i optymizmem. Są lepsze i gorsze okresy, zależnie od wieeeelu czynników, np szkoła, praca, znajomi, wszystko ma znaczenie. Trzeba coś zmienić, zrobić żeby wyjść z gorszego okresu, czasem wystarczy szczera rozmowa z bliską osobą,znajomymi (np, ej też tak czasem macie, że nic Wam się nie chce? - wtedy okazuje się ze to powrzechne ;)), wyrzucenie z siebie żali, czasem (żeby np dorównać koleżankom) można kupić sobie coś fajnego (nie czyt. "drogiego"), zmienić fryzurę, torebkę... dowartościować się samemu. Drobne przyjemności mają ogromne znaczenie, a najbardziej pozytywny (dla mnie) mają wpływ inni ludzie - spędzanie czasu ze znajomymi, nawet mało produktywne, plotki, spacer, zakupy, byleby mieć towarzystwo, które poprawia humor. I nie chodzi u o bandę wylansowanych imprezowiczów, wystarczy jedna osoba, zaufana koleżanka, chłopak, by czuć, że nie jesteśmy w tym wszystkim sami.
Takie w moim odczuciu jest życie, czasem jest się na fali, a czasem pod wodą... Chodzi tu o równowagę, musi byc wszystkiego po trochu, tak jest z emocjami, zajęciami, rodziną, znajomymi...

Nie ma więc co się łamać, tylko trochę zaakceptować życie takim, jakim jest i trochę zafundowac sobie więcej przyjemności...

no ja też tak mam tylko raczej gorzej.. od 3 lat nie mam mamy a od 4 taty zmarli.. i jest mi cholernie ciężko.. jestem w rodzinie zastępczej ale oni wogole sie mna nie przejmują ograniczają mi wychodzenia do koleżanek itp, itd.. po prostu jest okropnie.. siedze tylko wieczorami w pokoju i becze:'(... no ale cóż takie życie...:(..

:< naprawdę masz ciężko może spróbuj z nimi porozmawiać ? wierze w ciebie i mam nadzieje ze będzie lepiej ! :)

a i może ktoś wie czy są strony takiego typu dla młodzieży bo widzę ze tu wszyscy trochę starsi bez urazy

najfajniejsze jest to, ze ja tez przez to przechodzilam. Wybor studiow, wybor partnera, wybor pracy po studiach ( kiedys byl ). To troche okrutne, wybierac raz " na cale zycie " w wieku 19..22 lat. Moje doswiadczenie jest takie - trzeba przez to przejsc jak przez odre, moze z pomoca terapeuty, moze samemu, moze czytajac ksiazki lub sluchajac muzyki, nie wiem. Wiem, ze nie mozna utopic sie w zalach pod tytulem nic mi sie nie chce i do niczego sie nie nadaje. Przyjaciele do niczego a rodzice nie rozumieja i swiat do dupy jest w szczegolnosci. To jest troche jak choroba, taka nagla doroslosc, ale bez koniecznosci brania antybiotykow ( ani antydepresantow! ), wystarczy pare dni w lozku:))
Nie mam na mysli powaznych przypadkow chorobowych ani duzej otylosci czy innych problemow z wygladem. Mysle raczej o normalnym "nic mi sie nie chce". Tak naprawde zycie zaczyna sie duzo pozniej, po doswiadczeniu zlych wyborow. Prosze mi uwierzyc:))

najfajniejsze jest to, ze ja tez przez to przechodzilam. Wybor studiow, wybor partnera, wybor pracy po studiach ( kiedys byl ). To troche okrutne, wybierac raz " na cale zycie " w wieku 19..22 lat. Moje doswiadczenie jest takie - trzeba przez to przejsc jak przez odre, moze z pomoca terapeuty, moze samemu, moze czytajac ksiazki lub sluchajac muzyki, nie wiem. Wiem, ze nie mozna utopic sie w zalach pod tytulem nic mi sie nie chce i do niczego sie nie nadaje. Przyjaciele do niczego a rodzice nie rozumieja i swiat do dupy jest w szczegolnosci. To jest troche jak choroba, taka nagla doroslosc, ale bez koniecznosci brania antybiotykow ( ani depresantow! ), wystarczy pare dni w lozku:))
Nie mam na mysli powaznych przypadkow chorobowych ani duzej otylosci czy innych problemow z wygladem. Mysle raczej o normalnym "nic mi sie nie chce". Tak naprawde zycie zaczyna sie duzo pozniej, po doswiadczeniu zlych wyborow. Prosze mi uwierzyc:))

ile mam lat to nie istotne nie wiem co robić ostatnio chodzę po domu bez celu i słucham muzyki nikt nie ma dla mnie czasu co jest ze mną nie tak wszyscy mnie wykorzystują tęsknie strasznie za paroma osobami którzy zapewne w ogóle o mnie nie myślą siedzę i nie wiem co z sobą zrobić..
strasznie sie zawiodłam myślałam ze jak będą wakacje to skończą sie problemy ale nie, nie mam zupełnie nikogo ...
fatalnie tylko ten komputer mi został i to jest żałosne
siedze bez calu i niewiem co z sobą zrbic nieche tu byc chce sie bawic szlaec nie tak wyobrazłam sobie swoje zycie

od roku nie byłam nad morzem bo jestem gruba mam 156 i waze 50 kilo .

wiem teraz sobie pomyslicoe co nas to interesuje ale nie mam komu tego powiedzieć naprawdę nikomu bo nikt mnie nie sucha nawet moja własna matka ma mnie w dupie

wiem beznadzijena jestem
nawet nie umiem notek pisac

Witaj.

Po pierwsze-nie jesteś beznadziejna, każdy pisze, tak jak umie. Odnośnie Twojej sytuacji... A Znajomi? Rodzina... Napisałaś, że Mama ma Cię gdzieś. Może warto z Nią porozmawiać o Twoich odczuciach... Nie martw się, jakoś to się ułoży.

Powiedzieć łatwo... Łatwo powiedzieć...

Ludzie! Co z wami?? Każdy w tym kraju narzeka !! Trzeba przyjąć wszystko jakie jest i ułożyć sobie życie !! Mam kochaną żone, dwoje dzieci dzięki czemu mam ochotę i motywacje przez którą założyłem prężną firmę (studia nie były potrzebne) i "chcenia" tego czego wy nie chcecie ! Ogarnijcie się zanim będzie za późno. Szukajcie partnerów na których można polegać i których można kochać a nie życ w patologii. Pozdrawiam

A mnie to sie dopiero niechce, i moze to zabrzmi dziwnie to juz sporo osiagnolem, np dyplom studiow z inf. pracuje jako projektant szklanych budynkow, mam zone i syna, aktualnie 2 auta, wyplate ponad 10 tys zl na reke, potrafie duzo zeczy w pracy i poza praca, 100 tys zl na koncie i 29 lat. Ale mimo wszystkich dubr ktore mnie otaczaja i tak mi sie niechce. chyba dlatego ze moja pasja od dziecinstwa zostala tam gdzies daleko w tyle i aktualny stan nie pozwala do niej wrocic.
zycze powodzenia wszystkim ktorym sie chce ... i niechce.
wg nmie jesli nie robisz tego co naprawde w sercu drzemie to chocbys wygral w lotto to i tak huj z tego. Nie zatrac celu, tego wam zycze. Bo juz niegdy tego nie naprawisz.

Fajnie gdyby zachciało Ci się kupić słownik ortograficzny :))

Hey mggga.

Postaraj się zrozumieć, że są ludzie, którzy mają problemy z matematyką, ale są też tacy, KTÓRZY MAJĄ TAKOWE Z ORTOGRAFIĄ. Nie zawsze jest czas, żeby sprawdzać poszczególne słowa w słowniku, bywa i tak, że chcesz coś szybko napisać i nie zwraca się wtedy nadmiernej uwagi na ortografię, ale na sens wypowiedzi.

P.S. Z góry dziękuję w imieniu dysortografów.

kolega ma racje, chyle czola ludzia ktorzy calkowicie i w pelni rozumieja zasady polskiej ortografi, ja niestety nie znam. Mimo ze obdarowano mnie certyfikatem dyslektyka to i tak twierdze ze jest to tylko i wylacznie moja glupota. Nie usprawiedliwiam sie faktem ze mam tam jakies papiery i niby jesem zwolniony z dbania co pisze. Nie, nie macie pojecia jak cale zycie trudze sie i mecze z tym problemem. Przynajmniej pracuje w firmie gdzie 99% rozmawia i pisze sie po angielsku, ale gdy trzeba zalatwic prywatna sprawe po polsku i wysac jakies pismo to juz wstyd total. Tak ze papiery na dyzlekcje w zyciu sie nie przydadza, no moze do matury potem to juz nie. No ale to forum jest o tym ze sie nam niechce, no i potem rosna analfabeci ktorzy nie potrafia nic poprawnie napisac, tak jak ja. Pozdrawiam.

Jak wielu trafilem tutaj dzieki google "nic mi sie dzisiaj nie chce".
Mam prawie 20 lat, zyje w dosc dobrym srodowisku. Teraz studiuje dosc przyszlosciowy kierunek bo AiR. Ale w cholere to wszystko...Jak bylem w maturalnej to bylem nastawiony na ten kierunek i to co chce robic, tworzyc wielkie skomplikowane rzeczy. Takie marzenie dzieciaka, moze dlatego, ze do 17 roku zycia zawsze wmawiano mi, ze cos jest zbyt wysoko zeby to wziasc i zajac sie czyms ziemskim. Na szczescie udalo mi sie "jakims" cudem z tego wyjsc, ale nie wiem jak :[
3 lata temu mialem powazna sytuacje i lezalem w szpitalu. To mnie odmienilo, bo bym poszedl na infe, a tak jestem na AiRze. Pol roku temu bylo ciekawie, a teraz te odwalanie roboty byle zaliczyc to jeden wielki syf. Po chuj to robic, a najgorsze ze ja sam temu sie poddalem...
Ogolnie to nie wiem co mna kieruje, ze w takim glebokim dolku potrafie sie skupic na czyms i zrobic np. ten projekt, albo domowe zad. na jutro.
Spac mi sie nie chce ostatnio, nawet te 24h i wiecej, ale trzeba choc 2,5h wbrew woli. To samo z jedzeniem. Moze deprecha - ale pierdole to. Napewna ja mam, ale wmawiam ze nie dam sie jej i moze to nawet pomaga? Niewiem.
Cierpie na brak celu i pracy. Moge zapierdalac godzinami, ale kurwa nie mam tego celu. Nie dla kasy i takie tam, ale dla siebie.
Czasem mam ochote wyjechac gdzies na pustynie czy do jakiejs dzungli i olac te pierdolone problemy, ale cos mnie trzyma tutaj i mowi zebym mial to wszystko w dupie i robil swoje nawet jakbym mial ochote poleciec w kosmos.
Ostatnio nawet zrobilem sobie spis celow ktore chcialbym osiagnac. Gdzies mam na kompie ten plik i czasem sobie go otwieram i czytam. Wiem, ze pomysl pojebany, ale czasem pomaga ;)

Szukam pomocy, ale takze chcialbym pomoc. Takze zycze wszystkim zeby sie nie poddawac,( sobie tez)

ja jestem identyczna.. nawet mi sie żyć nie chce..parodia

hej, tez Cie rozumiem, mnie co prawda chce sie i to bardzo realizowac plany, jednakze kazdy mi stawia klody pod nogi i tez mnie to wkurwia

Też mam lat 22 i nie chce mi się zmieniać swojego życia. Nie urodziłem się raczej optymistą, ale baaardzo chciałbym patrzeć na życie od jaśniejszej jego strony. Dobijające jest to, że choruję od ponad 5-ciu lat i wciąż nie mogę się ogarnąć na dobre. Leczyłem się, tak i wciąż się leczę, ale nie mam stałego lekarza obecnie (wróciłem z Irlandii), zaszyłem się na Mazurach, zamiast szukać konkretnego zajęcia w rodzinnej stolicy, studia odkładam w myślach, bo mam nosa, że sobie nie poradzę w takim stanie. Antydepresanty przyjmuję, ale nadal nie mogę się wyzwolić. Znowu do doktora, znowu zaczynam leczenie, które zaczynałem już ze dwa razy. Bez tabletek sobie nie poradzę, bo fakt, że nie mam dobrych kolegów, którzyby pomogli, mieli takie same problemy "tu i teraz" i wciąż kurwa ten lęk, strach przed życiem. Czy to jest nerwica czy to jest wyleczalne i wciąż nakręcają się te same myśli. Siedzenie w domu, bęc - chodzenie na spacery - bęc, posiłki u matki - bęc - ciężkie stany związane z odstawieniem palenia - bęc - chcę się w końcu wyzbyć tego zasranego lenia, który mną trzęsie. Czy to jest możliwe jeszcze?? Czy człowiek musi być niewolnikiem swoich słabości? Mówili, że powinienem iść na psychologię, ale to z kolei za popularne. Jestem w kropce, do cholery. Co zrobić, żeby się wyzwolić?? Jestem za młody, by myśleć wciąz o tym samym. Ciężko było odkąd pamiętam, bywało lżej, ale deprecha znowu wraca. Eeecchh... Westchnienie ciężkie, a logika jest rozmyta. Pozytywnych zmian nie ma... Kiedy będą? Za dużo mam tych pytań,, ale chociaż znalazłem się tu w gronie podobnych mi desperatów czy prawie-desperatów. Niech nam nadzieja nie gaśnie, żeby nie było aż tak szaro i ponuro...

Wpisałem w google frazę 'nic mi się nie chce', i tak tu trafiłem. Czytając co napisałeś, szczególnie niektóre fragmenty mógłbym pomyśleć, że pisałeś o mnie... nic mi się nie chce i wiele rzeczy mnie wkurwia... mam 20 lat, uczę się w policealnej co mnie strasznie wkurwia bo straciłem dwa lata, chciałbym pójść na studia informatyczne, bo rzeczą na której najlepiej się znam jest programowanie i z tym zawodem wiążę nadzieje, jednak teraz coraz bardziej mnie zaczyna wkurwiać nawet komputer, i coraz częściej myślę, żeby zmienić coś do czego dążyłem. Pracy nie mam... wkurwia mnie to, bo większość znajomych ma, jednak mieszkam na obrzeżach miasta i przynajmniej autobus+tramwaj jest konieczny, co mi się niezbyt podoba, poza tym minimalne stawki też mnie nie uśmiechają. Chodzę spać dosyć późno, bo i tak nie mogę zasnąć, ale gdy już zasnę to śpie długo, i mam cholerne problemy ze wczesnym wstawaniem, to co, że miałem iść do urzędu, dzisiaj sobie pośpię, a może jutro będzie mi się chciało pójść.

Jak chcesz coś zmienić to pomyśl o Bogu, o Jezusie Chrystusie, bo On za Ciebie oddał życie

Też wpisałem w google "nic mi sie nie chce" i znalazłem się tutaj. Mam 22 no prawie 23 lata. Powinienem być na 4 roku studiów, ale zrezygnowałem po 2,5 bo inaczej wyobrażałem sobie ten kierunek i ludzi ze mną studiujących. Teraz od prawie 8 miesięcy jestem w policealnej i też czuję, że to nie to. Generalnie nic mnie nie interesuje i nie widzę dla siebie żadnej przyszłości zawodowej:( Mam hobby, ale z braku pieniędzy nie mogę go rozwijać.. Mam pracę w informacji telefonicznej i po odbyciu 400-500 rozmów z debilami dziennie po przyjściu do domu nic mi się nie chce. Tylko siedze przy kompie jak debil, chodzę późno spać i mam problem, żeby wstać o 10.. Do tego zacząłem palić papierosy i ciągnie mnie do alkoholu choć na samych myślach się kończy. Mam też kochającą dziewczyne od 5 lat i właściwie to Ona trzyma mnie przy życiu. Nic mi się nigdy nie udało i dotarło do mnie, że to już się nie zmieni..

UWAGA!

Muszę coś ważnego doradzić piszącym tu osobom. Pojawiały się porady, że trzeba iść do psychologa. Uważam, że w przypadku podejrzenia depresji to bardzo zły pomysł. Psycholog prawdopodobnie będzie oczekiwał, że zaczniecie mu się zwierzać ze swoich problemów, choć sami pewnie nie wiecie, dlaczego macie wszystkiego dosyć. To może Was jeszcze bardziej zdenerwować i zniechęcić do zmian.
Idźcie do psychiatry. Lekarz nie będzie czekał, aż po prostu zaczniecie mówić. Zada Wam tylko szereg konkretnych pytań, a potem przepisze leki. Na psychoterapię przyjdzie czas później, kiedy Wasze samopoczucie się poprawi.
Dodam też, że nie ma co się martwić, że fakt leczenia psychiatrycznego będziecie mieli gdzieś "w papierach" i potem nie przyjmą Was do pracy - bzdura, nikt nie musi się o tym dowiedzieć.
Mam nadzieję, że opisałam to w miarę jasno :)

To nic mi w życiu poprostu nic nie wychodzi jestem szpetny nikt mnie nie lubi mam 14 lat i poprostu mam najwiekszego pecha na swiecie na przyklad wyszla jakas fajna gra pozyczam od kolegi nie chodzi i tak jest o chwile moglbym podawal tych przykladow do smierci poprostu nic mi nie wychodzi :(

to sie nazywa depresja - idz do lekarza!! Nie zartuje....

Hej,
świetnie cie rozumiem. Sama mam zaledwie 21 lat.. jeszcze w liceum wszystko wyglądało inaczej. Nauka szła mi wspaniale, miałam super chłopaka, który mnie wspierał, wielkie plany i ambicje i praktycznie żadnych zmartwień. A teraz?
Po ponad roku pracy mnie wylali, od ponad 2 lat nie mam nikogo, studiuje zaocznie na Pwr i kierunek, który wybrałam chyba mnie przerasta, bo nie daje rady. Nie mam ochoty na nic! Nawet ciężko jest mi wstać z łóżka, najchetniej włączam sobie jakiś film i odpływam w ich wspaniały świat.. Potrzebuje kogoś kto mnie popchnie, bo sama juz chyba nie potrafie dalej isc :(

Ja cie moge popchnac:)

Wszyscy pizgają temat ..i to wyjaśnia ha ha ha

Ja mam podobny problem i też nie wiem co robić. Wogóle katastrofa :/

a co ja mam powiedzieć ? jestem chory od 7 lat na cukrzycę wyniszcza mnie ta choroba codziennie ale mnie w przeciwieństwie do was chce się żyć pracować fakt żyjemy w kurewskim kraju gdzie namawiają do rodzenia dzieci a później państwo pomaga dając 50 zł na dziecko gdzie pampersy kosztują 80 na tydzień pojebane ale tylko dzięki nam morze być lepiej . a przepisy w tym kraju działają przeciwko nam

Kiedy jest ten moment, że człowiek wie, że powinien iść do lekarza? Ja mam 24 lata i tak bardzo nie chce mi się żyć. Właściwie czekam przez cały dzień żeby się już położyć do łóżka i zasnąć. Najgorsze jest to, że moje życie chyba jest fantastyczne... Studiuję na elitarnym kierunku, nie mam problemów z pieniędzmi, mam wielu znajomych, a jednak... Nie mam na nic siły, nie mam motywacji. Przeraża mnie przyszłość, przeraża mnie to, że nic nie jest w stanie mnie pocieszyć :(.

Czy z takim problem trzeba iść do psychologa czy do psychiatry?

To może byc depresja, jest udowodnione, że osoby żyjące w dobrym srodowisku, mające wszystko, ale bez własnego wysiłku często zapadają na depresję \ Pisze o tym Gerd Mietzel w " Wprowadzenie do psychologii"

Hmm..Ja mam tak jak ty.
Zawsze, ale to zawsze dokonuję złych wyborów. A to szkoła a to praca...
A w dodatku mam mega pecha. Nie, nic sobie nie wmawiam! Pewnych sytuacji w moim piep759nym życiu nie da się inaczej wytłumaczyć, niż pechem! Czasami to już mam naprawdę dosyć życia, mimo że dobrze go jeszcze nie zaczęłam, mam dopiero 22 lata.
Mój problem leży jednak we mnie samej, zauważyłam. W tym że cholernie wszystkiego się boję i przez te lęki komplikuję sobie życie.
Wybrałam studia takie a nie inne tylko dlatego ze są blisko domu i nie trzeba do dużego miasta dojeżdżać, a teraz na III roku okazało się że tą moją zasraną szkołę mogą zamknąc i jej dyplom nie będzie uznany! A płacić trzeba prawie 400 zł nm-c co dla mnie- bezrobotnej jest sporym problemem. Siedzę jak ostarni pasożyt na garbie rodziców, i pożyczam od nich pieniądze. Chcę się usamodzielnić, ale nie mogę..!
Płakać mi się chce po prostu.
Łeeeee..

Witam.

Wiesz, wydaje mi się, że to pójście do psychologa to dobry pomysł... Taka osoba raczej nie zaszkodzi Ci, a najwyżej pomoże.

Ja ma tak że / Mam pecha i zostaje przeważnie odrzucany przez otoczenie przynajmniej mi się tak wydaje /Nie wiem co się zemną dzieje ./Ku r w a/m a c/ nie mogę odsapnąć od stresu ;/..i się wykańczam psychicznie mam 20 lat i nie wiem co robić;/...nic nie pomaga /Bo jestem inny czyli nielubiany ale szanowany;/...Chyba;/...Jaka na to rada /Bo nie wyrabiam/I nie żartuje;/...Nie chodzi mi/ O wywyższenie ale o Rade;/...Co dalej.../;///Z Poważniem Tomasz.W Gęsty /// P.s Ucze się na błędach///c-s 1.6 ip193.33.176.32:27015

Witam Cię, z tego cvo piszesz sądzę że jesteś fantastycznym gosciem tylko tak naprawdę p[[otrzebujesz kogoś kto wyrwałby Cie z Twojej norki smutku, rusz się!!! Żyj!!!. Pozdrawiam. Aga

A myślałam, że tylko ja tak mam... Mam 21 lat, też całe życie przed sobą, tyyyle możliwości, tyle rzeczy do odkrycia, do przeżycia - wszystko to doskonale wiem, ale coś siedzi wewnątrz mnie, co nie pozwala mi na żadne większe działanie. Takie jedno wielkie "nie chce mi się", którego nie cierpię, ale które jest górą. I nie wiem dlaczego ani jak to skutecznie, RAZ NA ZAWSZE zmienić... Próbuję się motywować, ale to taka beznadziejna walka z samą sobą...

"Najchętniej to spałbym cały czas bo w snach moge robić co chcę a w życiu nie."
Jak ja Cię, Desert_Storm, rozumiem. Sen to moje ulubione zajęcie...

Słuchasz: ONYX - SLAM HARDER.MP3 odsiebie.jakos tam

Kasiau /Mam 20 Lat byłem w kryminale i było podobnie ale/podniosłem glowe i poszłem dalej i dalej i wyszłem /bo w to wierzyłem/jesli nie wierzysz w siebie to uwierz w Boga/pomyśl co sie bedzie działo przed tobą /np...../// ja wstaje rano słucham muzyki pale szlugi a nie mosty .../obmyslam i planujw /bo w tym jestem dobry bo byłem w takiej sytuaci jak ty/uczę sie na błędach ...Pozdro Wachu....0748723807

Mój Problem To /Samotność/Bo nikt mnie nie rozumie/Ale Mam Wyjebane/;/Niczym się nie przejmuje/Chociaż mam znajomych/Za Których wskoczę w ogień/I nie boje się/Bo niema czego//chyba //ale mam wyjebane //Po prostu //... P.s ..Jestem z nowej-rudy mam n-klase Tomasz Wiśnicki ...

Zastanów sie w jaki sposob traktuja cie rodzice, jak cie wychowywali. Wiele problemów tego typu moze wynikac ze złego modelu wychowawczego, moze masz nadopiekunczych rodzicow ktorzy ci sie wpierdalaja w zycie dlatego wszystkiego ci sie odechciewa. Pozdrawiam

Witam.

Przede wszystkim staraj się zauważyć, że życie nie składa się tylko z pracy, spania i jedzenia. Spróbuj wziąć się w garść, powiedz sobie: ,,Człowieku, co Ty robisz? Jesteś młody, całe życie przed Tobą, zacznij dostrzegać plusy tego świata i wyjdź do ludzi".
Jeśli naprawdę jest Ci tak ciężko, może warto byłoby udać się do Psychologa. Jeśli masz Przyjaciół, nie bój się Ich, Oni na pewno też chcą Ci pomóc. Ale nie wmawiaj sobie, że nic Ci się nie chce, po co masz się jeszcze bardziej pogrążać. Rób coś, co lubisz... Jeśli to zbyt kosztowne, może spróbuj odnaleźć coś, co sprawia Ci przyjemność, radość... Musisz poczuć się spełniony. Należy Ci się odpoczynek-psychiczny. Może jakiś wyjazd nad morze lub gdzieś, gdzie lubisz zrobiłby Ci dobrze. Głowa do góry i uwierz w to, że CHCE CI SIĘ.

moim zdaniem debil i idiota....! za młody jestes zeby tak glupio pisac . to co przezywasz to dopiero poczatek doroslego zycia...ja tez tak myslalam.....

myślę, że powinieneś iść do psychiatry. To, co napisałeś przypomina mi depresję... cholerne paskudztwo, ale wychodzi się z tego.

idz na dziwki to ci ulzy i zaraz bedzie cie sie wszystko chcialo odrazu inaczej krew buzuje , korzen stoi na sosna na wiosne ...i poproblemie...

ja mam podobnie, a mam 17 lat. Jest początek wakacji, nadal nic nie załatwiłem aby się zapisać do jakieś szkoły. Mam jakieś bariery że z niczym nie dam se rady. W roku szkolnym miałem stany depresyjne przez to przestałem chodzić... ale chyba już to zwalczyłem

Pozdrawiam

Cześć.

Młody-najważniejsze to to, by się nie poddać, musisz uwierzyć w siebie i we własne możliwości, do szkoły dobrze by było się zapisać, bo czas najwyższy, powodzenia...