Nieszczęście na zawołanie.


Witam serdecznie zarówno wszystkich zawiedzionych jak i tych którzy śpieszą nam z dobrą radą. Mam na imie Anna, mam 36 lat, jestem rozwiedziona, mam dwoje dzieci z różnych związków w tym jedno (córeczkę) z obecnego wiązku z młodszym od siebie o 7 lat partnerem. I wszystko by było w porządku gdyby nie fakt że uwielbiam być nieszczęśliwa. Brzmi absurdalnie,ale niestety tak jest i jest to mój ogromny problem z którym walczę,a raczej walczę ze wszystkimi którzy mnie kochają i których ja kocham. Poprostu nie potrafie życ spokojnie w harmoni i miłości, u boku najdroższego i zdrowych wspaniałych dzieci. Jest tego tyle że niewiem od czego zacząć. Zaczne od tego że nienawidze siebie, i kolejno : obcych ludzi,sąsiadów,psów srających mi pod oknami i jeszcze bardziej ich właścicieli,biednych bezpańskich kotków, właścicieli aut które parkują wszędzie gdzie sie da,najlepiej jakby mogli wjechac na klatkę schodową w bloku,staruchów w sklepach o każdej porze dnia i jakby sie dało to i w nocy,urzędów,urzędników,koleżanek w pracy i ich śmiesznych ważnych spraw o których potrafią bełkotac całe 8 godzin.szefa który śpi na pieniądzach a jest jeszcze bardziej zblazowany ode mnie.lekarzy,polityków,żałosnych celebrytów których mam ostatnio nawet w konserwach, Nienawidze wszystkich . I ta cała moja nienawisc przenosi sie niestety na domowników. o ile na ulicy bywam agresywna to w domu jest na odwrót. poprostu zlewam wszystko i wszystkich. Pracuje w domu na dwa etaty bo musze. Musze ugotowac,wyprac,zając sie bachorami,przyjąć gości,uśmiechac sie i ćwierkac słodko do rodziny,musze planowac wydatki,pilnowac opłat, cały czas muszę pilnowac aby ognisko domowe paliło sie żywym ogniem bo pan pracuje i to do kobiety należy to całe piekło domowe,a potem nadchodzi wieczór i po całym dniu obowiązków przychodzi czas na : musze wykąpac bachory,musze słuchac ich krzyków, racji ,protestów,musze naszykowac żarcie,musze położyc je spac,czekac jak zasną bo potem musze obsłużyc pana,najlepiej wieczorem i z rana przed pracą. piszę musze bo seks już dawno przestał byc przyjemnością. po porodach stał sie bolesny i zbyt częsty jest kaszka manna codziennie, porzygac sie można....cdn

... A GDZIE W TYM WSZYSTKIM JESTEM JA? Ile jest prawdziwej Anny w tym całym wymuszonym życiu? Gdzie sie podział mój romantyzm,czułośc,cierpliwośc,pragnienia,marzenia ? Rozmieniłam życie na drobne,sama juz niewiem co jest dla mnie ważne i czego potrzebuje. Czasem mysle że gdybym umarła to nikt by tego nie zauważył przed kolacją , bo dopiero wtedy poczuli by głód. Niby słysze zapewnienia o miłości itd ale nic juz dla mnie nie znaczą. Po co mi miłośc która nie dba o moją duszę? Mam smutne zycie,nieudane związki za sobą,kiepska praca,płaca jeszcze gorsza,obłuda ludzka która mnie otacza nie zna granic. Najgosze jest to że nie znajduje wsparcia i zrozumienia ze strony ukochanego. Nie jest juz moim przyjacielem ,ani czułym kochankiem, patrzy tylko przez pryzmat swojego rozpora. Mogła bym pisac i pisac,narzekac,żalic sie...tyle że bycia taka żałosną frajerką też nienawidze. Pozdrawiam wszystkich nieszczęśliwych.
Droga Anno, przede wszystkim: pozytywne nastawienie. To ono kieruje nasze życie na dobre tory. Zapytasz: skąd brać te pozytywne nastawienie? No i tu pojawia się problem natury psychologicznej. Jeżeli zauważamy, że w naszym życiu nie ma dla nas nic ciekawego, przyjemnego, a każda czynność staje się obowiązkiem... jest to element depresji. Post pisałaś w zimie, więc tutaj moja optymistyczna na dziś hipoteza: może Twoje odczucia łączą sie z porą roku - zimą, małą ilościa Słońca, światła... Światło słoneczne ma na nasze życie duży wpływ, gdyż odpowiada za wytwarzanie w naszym organiźmie wit. D, a ta z kolei pobudza przysadkę mózgową do wytwarzania hormonów szczęścia... czy jakoś tak:) niektórzy ludzie są na to niezwykle wrażliwie i - tak jak ja - im więcej Słońca za oknem, tym więcej energii, zaś na zimę mógłbym zapaść w sen zimowy - tak szare wydaje się moje życie. Teraz jest już wiosna i powoli rzeczy nabierają sensu.
Proszę Cię, pamiętaj jak długie jest nasze życie i jak wiele może się w nim zmieniać. Jednak to od nas zależy, czy pomożemy życiu się zmienić :)
Może porozmawiaj z mężem na ten temat, że jest Ci ciężko, że potrzebowałabyś większego, dokładniejszego podziału obowiązków, że jest Ci źle, z tym jak jest, a seks zamienić z codzienności - w święto. Niech przy każdej nocy, kiedy mu sie oddajesz, docenia, że Cię ma. Na pewno jesteś wspaniałą kobietą, dobrą, tylko w tym fragmencie swojej drogi życiowej - nieco zagubiona. Szczęścia trzeba szukać, bo samo przychodzi tylko do głupców. ;)
Jeżeli masz ochotę wygadać się jeszcze, jeśli wciąż odczuwasz ten przykry stan - pisz. Pozdrawiam, Aleksander