Od miłości do nienawiści


Witam!!! Niemam z kim porozmawiać o moich uczuciach i rozterkach. Jestem mężatką od 5 lat, mam wspaniałą córeczkę którą kocham nad życie, ale moje małżeństwo nie jest już tak wspaniałe. Gdy 3 late temu zaszłam w ciążę byłam w siódmym niebie ( przez 2 lata się staraliśmy), ale zarazem wtedy zaczęło umierać powoli moja miłość do męża. Podjeliśy decyzję o przeprowadzce na większe mieszkanie, i tak cała moje ciąża minęła. Gdy potrzebowałam wsparcie emocjonalnego od niego, go nie było bo remontował dom. Przez kolejny rok też go w domu zawsze nie było bo wiecznie brał dodatkową prace aby było więcej pieniędzy mimo iż mam ich nie brakowało. W domu spędzał tylko noce bo nawet w niedziele dorabiał. Na początku roku chciałam się z nim rozstać i powiedziałam mu szczerze że ma miłość do niego wygasa, że niema nigdy czasu dla mnie że córka potrzebuje ojca,i ze tęsknie za dawnym moim mężem który spędzał za mną wolny czas a to kino, a to wypad nad może . Błagał abym nie odchodziła że zmieni to wszystko że będzie jak dawniej. Mijają miesiące a tu jest gorzej. Na rynku pracy jest kryzys i go w marcu wydelegowali do firmy za granice. Miało to być na 3 miesiące lecz jest tam do dziś. Przez to moje życie towarzyskie zanikło zazwyczaj spotykaliśmy się parami. W tym roku sama z córeczką pojechałam do Zakopanego, to były pierwsze wakacje spędzone oddzielnie. Co prawda mąż w międzyczasie wrócił do Polski i na moją prośbę dołączenia do nas stwierdził że mu się nie chce jechać taki kawał. W ciągu tych paru miesięcy był parę razy w domu ale wiecznie ma coś innego w planie niż rodzina. Mam już dość jego, moja miłość do niego przerodziła się w nienawiść. Mam dość jego kosztownych prezentów, bo one dla mnie nic nie znaczą, drogocenniejszy byłby spacer z nami, bądź po prostu wspólny czas. Stał on się dla mnie obcym facetem, przed którym nawet wstydzę się rozebrać, ostatnio gdy był pod pretekstem przeziębienia spałam w osobnym pokoju, bo naprawdę jest on dla mnie jak obcy facet. Wczoraj powiedziałam że to koniec że się wyprowadzam że mam dość życia od 3 lat w samotności , że moja miłość do niego umarła, że potrzebuje MĘŻA który by mi zapewnił poczucie bezpieczeństwa, miłości, i który był by ojcem dla MOJEJ córki. Lecz on swoje znów błaga mnie o szanse że się zmieni że będzie jak dawniej że poszuka pracy w Polsce, że zrozumiał swój błąd. Ale ja już w to nie wierze. Niemam nikogo z kim bym mogła porozmawiać czy dać jeszcze jedną szanse? Czy odejść. Gdzieś słyszałam że dopiero jak się coś straci, to wie się jakie to było ważne. Jestem pewna jednego kocham swoją córeczkę lecz jej ojca już nieznam bo zbyt duża przepaść nas dzieli. Bo miłość jest jak ogień bez dokładania drewienek zagaśnie. U mnie tego ognia już dawno niema, ale może jeszcze jest jakaś iskierka, lecz ja jej niewidze . I co ja mam zrobić???????????

Mam to samo....Ciągłe delegacje i obietnice ze kiedyś poszuka pracy na miejscu...Stajemy się dla siebie obcy...Czasem jest tak że go kocham a chwilami nienawidzę....Motam się jak w klatce i nie wiem co zrobić...Zakończyć to czy jeszcze walczyć ...zaczyna brakować mi siły...nie wystarcza mi jeden dzień w miesiącu...bo kasa...kasa, kasa, ....nawet jego prezenty mnie nie cieszą...bo tak chce mi wynagrodzić rozłąkę ale nic z tego ....to nie działa....nie kasa jest dla mnie ważna ....najważniejsza jest miłość....bycie razem ...a nie związek przez telefon...radzenie sobie samej ze wszystkimi problemami bo na odległość nie da się pomóc...Mam chyba jakąś depresję bo nie mogę spać, jeść...nic mi się nie chce...z pełnej werwy kobiety zrobiłam się wrakiem człowieka...muszę się jakoś pozbierać ale narazie nie mam na to siły....znowu chcę się śmiać bo nie pamiętam kiedy to robiłam....ciągle tylko płaczę...
Jeśli jesteś pewna, że sobie poradzisz zarówno finansowo jak psychicznie to nie kontynuuj tego, bo po co? Córka i tak nie zna taty, bynajmniej nie w sensie takim jak powinna. Czas ucieka. Spróbuj ułożyć sobie nowe życie. Zostaw otwartą furtkę dla niego ale nie oglądaj się zbyt dużo za siebie. Powodzenia.
cała ta wasza wiedza jak ktos ma zrobić chyba od was samych wychodzi ponieważ na własnym doświadczeniu ulepszacie czyjąś psychike, sami nie wiedząc co zrobić gdy???? do bani doktory wy jedne, ja ci jako facet mówię rozejdź sie z mężem a bo 50 % winy to twoja działka, wierz mi żądacie ciągle aby was ktoś zrozumial nawet wtedy gdy narobiony remontem wraca mąż do domu, kurcze co za zniewieściałe baby z was, a może facetowi tez trzeba dac troche cułości???
cała ta wasza wiedza jak ktos ma zrobić chyba od was samych wychodzi ponieważ na własnym doświadczeniu ulepszacie czyjąś psychike, sami nie wiedząc co zrobić gdy???? do bani doktory wy jedne, ja ci jako facet mówię rozejdź sie z mężem a bo 50 % winy to twoja działka, wierz mi żądacie ciągle aby was ktoś zrozumial nawet wtedy gdy narobiony remontem wraca mąż do domu, kurcze co za zniewieściałe baby z was, a może facetowi tez trzeba dac troche cułości???
Witam.
Zastanówcie się czy jesteście w stanie odbudowac uczucie, ciepło rodzinne... Jeśli Pani mąż wciąż będzie gościem w domu, a nie jego członkiem, to będzie dla Państwa ciężkie- z pewnością o tym Pani wie, stąd obawa o danie kolejnej szansy. Nie jestem z wykształcenia psychologiem, ale może warto byłoby, gdyby Pani do takowego się wybrała. Jedyne, co mogę Pani poradzic, to ufac Bogu :)
Pozdrawiam i proszę się nie martwic, nie jest Pani SAMA, ma Pani wspaniałą CÓRECZKĘ, dla której warto życ :)
wykrzesaj z siebie resztke uczucia, zabierz corke i wyjedz do niego
nie idź na to on cie olał taka jest prawda niestety a może stety to facet który nie nadaje się na męża
Ciekawe, a córka , a rodzina? Co to za rada? To czysty egoizm - zabrać zabawki i uciec! Jak ktoś tak doradza, to niech lepiej pilnuje swojego nosa.
Proponuję namówić męża do spotkania z psychologiem rodzinnym. Córka potrzebuje ojca, żona męża a i mąż pewnie żony. Warto by się zastanowić nad tym czy coś się w waszym związku nie stało wcześniej z winy obojga was. Ja wiem, że trudno czasem się przyznać do własnych błędów, ale rozpatrywanie problemu tylko z jednej strony niczemu nie służy. Trzeba znaleźć przyczynę obiektywną. Jeśli to on ponosi winę i z własnej woli odsunął się od was, to dlaczego nie da ci odejść? Przecież skoro widujecie się tak rzadko to i tak prawie was nie widzi, więc powinien przywyknąć, a jednak nie przywyknął. Poradź się specjalisty. Szkoda ciebie, córki i w ogóle rodziny.