Polscy emigranci nie wspierają się.

Zawiedzeni emigracją

Polacy na emigracji nie wspierają się wzajemnie i to jest dramat. Mieszkałem pół roku w Niemczech i z doświadczenia wiem, że prędzej można w trudnych chwilach liczyć na innego emigranta, czy nawet Niemca, niż na rodaka. To potwornie smutne.

To prawda. W Irlandii mieszkalam z 5 osobami w mieszkaniu. Jak mnie okradziono (najprawdopodobniej w tym samym mieszkaniu), to nikt nie chcial pozyczyc pieniedzy na powrot do kraju.

Bo jak najpierw okradli, to nie po to, aby potem tą kasę oddawać:))))
A na serio, to ja bym tak nie generalizował. Ja bardziej zawiedziony jestem brakiem warunkow w kraju, ktory wygania mlodych ludzi na meigracje niz tym, ze oni się tam nie trzymają w kupie. Wiadomo, mlodzi, ambitni, wyscug szczurow itd... Kazdy jest indywidualistą... Ale pewnie jakby się ktoremu naprawdę krzywda działa, np. zaatakowaliby go kolorowi, to by się Polacy skrzykneli na pomoc.

Tak do "bitki"rodacy zawsze sa pierwsi.Mieszkam kilka lat na obczyznie i stwierdzam ze Polak Polakowi wilkiem.Pomiedzy rodakami panuje zazdrosc,rywalizacja i bezdusznosc.To jest smutne.

Jestem na obczyźnie,i muszę potwierdzić fakt że niestety rzadko się zdarza że spotykamy Polaka któremu można zaufać.Strasznie nad tym ubolewam,czepiałam się każdej okazji żeby z kimś pogadać,przyjaźnić się,i niestety zawsze jest zawód...bądź znajomi,wiecznie mówią jak to mało mają pieniędzy,jak to źle itd.ehh...gdybyśmy trzymali sie razem jak choćby Turkowie...to byli byśmy potężnym narodem!!

no to szkoda, ze sie nie spotkalysmy tam. ja tez potrzebowalam przyjaciela, albo chociaz kogos z kim mozna by bylo pogadac nawet o glupotach, tak zwyczajnie bezinteresownie, pojsc na piwo, na kawke. cale weekendy siedzialam sama, bo inni akurat pracowali ehhh.

nie wszyscy na obczyznie tak ja i rodzinnym kraju maja ochote byc twoim przyjacielem albo tym bardziej cie wspierac, tak samo jak obcokrajowcy lub emigranci innych nacji