Ratunku, nie kocham już bliskich!!!!

Zawiedzeni rodziną

Może ktoś ma podobne doswiadczenia? Podobne do moich? Wyszlam za chlopaka z ktorym bylam od matury. Mamy 6cio letniego synka, dorobilismy sie mieszkania, nigdy go nie zdradzilam, nie flirtowalam z nikim na powaznie (najwyzej gatki szmadki) w sklepie (jestem kierownikiem salonu sprzedazy) , ale to nic groznego.
I tak od roku, moze dwoch - całkowite wypalenie. Nie czuje nic ani do syna, ani do męża. To nawet nie jest już pustka, ale wręcz ... boję się tego słowa napisać... nienawiść.
Nie mogę patrzec, jak mąż je, jak śpi, jak żartuje. Wszystko mnie w nim drażni, na impreazach mu dokuczam przy ludiach, on się wtedy upija i są sceny. Kiedyś byłam dumna z jego hobby, w ktorym ma osiagniecia (nie napiszę, co bo to rzadka dziedzina, wiec się moze domyslec), teraz najchętniej bym mu te jego eksponaty spaliła. Najgorzej ze to sie wszystko przenosi na synka. Jakby dziecko było naturalną kopią taty (jakoś tam nia jest, bo podobny).
Mam siebie dość. Gdzie szukać ratunku? Chcialm do psychologa, ale nie wiem, czy przed konkretnym czlowiekiem sie otworze ze wwstydu. Ktos mial cos podobnego? Poraćcie coś.
Donka

do Donki
lepiej zrob cos z tym i to jak najszybciej, mowie z wlasnego doswiadczenia, tez jestem "takim" dzieckiem, na ktore matka przelewala swoja nienawisc. dzisiaj ona jest alkoholiczka, nienawidze jej, zniszczyla mi zycie, musze na nowo uczyc sie zyc, ale to nie takie proste. oczywiscie byly momenty kiedy chcialam sie jej... pozbyc...

Pozno odpisuje, bo dopiero dzisiaj zanlazlam te strone.
Polecam Ci wizyte u dobrego psychologa. To co opisujesz wyglada na cos powazniejszego w emocjach i tylko przyjrzenie sie sobie, oczyszczenie emocji i uporzadkowanie moze pomoc. A na pewno zorientujesz sie co powoduje takie uczucia do najblizszych Ci osob. Wtedy juz blizej bedzie do zmiany.
Ale najpierw musi byc uswiadomienie sobie o co chodzi, co Ci sie dzieje niedobrego, co Cie tak zlosci, meczy, czego w zyciu swoim/Waszym tak nienawidzisz. W tym moze pomoc psycholog, wiem cos o tym :)
Szkoda synka-on NA PEWNO Cie kocha! Szkoda meza, szkoda Ciebie, Waszej rodziny. Nie zwlekaj! Polecam terapeutow psychologii GESTALT (pogoogluj), jesli jestes z wiekszego miasta, nie bedziesz miala problemu by ich spotkac. To dobrzy (w wiekszosci) fachowcy i fajni ludzie tak personalnie.

Czytalem wypowiedzi i najbradziej zgodze sie z tym ze jestes pewnie zmeczona wspolnym zyciem ,ze powinnas spedzic jakis czas osobno i powinno byc to tyle czasu az sama zatesknisz .Moge powiedziec ze mialem podobnie ,wyjechalem na jakis czas i tesknota sie odezwala i brak tej osoby .Bylo to tak silne ze sam sie dziwilem iz to mozliwe ze tak bardzo mi brakuje tej osoby .

wiesz...kiedy tracimy ludzi(i nie piszę tu o smierci)dopiero wtedy dowiadujemy sie ile dla nas znacza..naprawdę.
myslę,ze potrzebujesz samotnosci(to tzw"zmeczenei materialem"),kazdy ma takie chwile..zapewniam Cie.wyjedz sama na tyle czasu ile potrzebujesz by zatesknic,zrozumiec....
wiem,ze dobrze sie radzi..komus..trzymam kciuki za Ciebie,za Was.

Zostaw ich na dwa tygodnie, pojedź w góry albo nad morze. Jeśli zatęsknisz, jeśli oni też zatęsknią, to wtedy powinno dojść do szczerej rozmowy i zobaczysz, wszystko się ułoży.

Dokładnie, nic tak nie leczy konfliktów rodzinnych jak dłuższe rozstania. W głowie zostaja wtedy tylko rzeczy ważne, a pierdoły, od których najczęściej zaczynaja się wszelkie animozje ida w niepamięć. Łatwiej się wtedy godzić i akceptować.

rada do d...
jak wyjedzie to zapomni o 'duperelach'?? a czy to w porzadku zeby zapominac o problemach? ludzie o problemach trzeba rozmawiac i je ROZWIAZYWAC, a nie zapominac i spychac do podswiadomosci!

moja rada - do psychologa marsz raz dwa!
i nie ceregielic sie,ze glupio i wstyd, to przeciez normalna sprawa, trzeba sobie pomagac

Jedz, kobieto, w Bieszczady albo na Mazury. Sama. Zostaw ich na moment, a zobczysz, jak zatesknisz.
Pobadz sama bez kontaktu z dwa tygodnie. Będziesz wracac w podskokach.

Rodzina, rodzina nie cieszy gdy jest, lecz kiedy jej nie ma samotnys jak pies :).

wita!! Najlepszą metodą na to jest zajść w ciąźe!! Wiem że wyda ći sie to głupie ale mówie to na przykładzie mojej żonki!!! Oczywiście w ciaże ze swoim mężem ha,ha!!!!! U nas się to sprawdziło i jestesmy teraz najszcześliwsza rodzinka na świecie!!! Ja mam synka takiego jak ja a ona córeczke taką samą jak ona!!!! POZDRAWIAMY!!!! i czekamy na efekty!!!! daj znać jak to wykorzystasz!!!!!

Najgorsze!!! co można zrobić to właśnie próbować naprawić chory związek poprzez spłodzenie dziecka. Z reguły unieszczęśliwia się kolejnego, tym razem małego i niewinnego człowieka.

To straszne, to odwrotnowc tego co było na początku, jak to mozliwe...