Żonaty facet z dzieckiem?! czy ktos to ogarnia?

Zawiedzeni partnerem

Witam Wszystkich dobrych ludzi. Mówię dobrych z małą przekorą, bo ostatnio to ja się czuję jak najgorszy człowiek na świecie. Powód? Powód jest dziwny, ale prawdziwy - jestem panienką (albo starą panną jak kto woli) mam 31 lat i za to jestem krytykowana, bo nie mam dziecka, to nie jestem kims ważnym i bez uprawnień do własnego zdania mylnego lub nie.
Trzy lata temu poznałam faceta - rozwodnika z dzieckiem. Najpierw była bajka teraz koszmar.
Pojawiły się kłopoty odnośnie jego stosunku do mnie. Były one czasami bardzo negatywne. Syn jednak dostawał wszystko co najlepsze miłośc ciepło i kochanego faceta. Wieczne kłotnie odnośnie układania życia z udziałem jego syna lub bez jego udziału. Sprzeczkami kto ma rację, kto mądrzejszy i kto komu powinien ustąpić i wydaje mi się że egoizm jego i zachłanność w sparwach życiowych stworzyły wielką przepaść między mną a nim - facetem.
Reasumując! To ja miałam być częścią uległą, akceptującą wszystkie decyzje faceta odnośnie naszego życia i syna. Próbowałam tłumaczyć, że ja już dużo dałam od siebie a jego rola jest znacznie poważniejsza i zobligowana niż moja, bo to on musi kochać dwie osoby i uczynić je szczęśliwe.
Doszłam do wniosku, że miałam być taką łatą na dzbanku, który rozbił się kilka lat temu. Zrozumiałam, że facet chce kontynułować stare życie z dzieckiem tylko podmieniając panią. Ja chciałam mieć swój dzbanek a nie byc tylko łatką. Przykre, boli, ale prawdziwe. Trzy lata w moim wieku to dużo.
Facet! Hmmm ma ciężki charakter, ale to w gruncie rzeczy dobry człowiek. Chyba była żona i zła nauka mamy powichrowały mu podejście do życia, związku i kobiet.

Nigdy nie dasz rady a nawet nie powinnaś wchodzić między ojca a syna (matkę a córkę). Zawsze jesteś na przegranej pozycji. Albo godzisz się na to jak jest albo uciekaj żeby czasu i nerwów nie marnować.

Ludzie się nie zmieniają. Nie oczekuj miłości w związku, to na pewno się nie zawiedziesz.

Sluchajcie, opowiem Wam moją historię.
Związałam się ze świetnym, 15 lat starszym od siebie facetem, z dwójką synów - dwa lata temu, na początku związku mieli 17 i 18 lat. Ja miałam 28. UWAGA - zamieszkaliśmy wszyscy razem. Czyli - święta, wszystkie weekendy, popołudnia itd- razem. Wyjazdy - oczywiście sami z moim P. Jak było? Cięzko. Różnica wieku między mną i synami taka, że ja dla nich ani matka, ani koleżanka. Bywało trudno. Usłyszałam przykre rzeczy, znosiłam razem z P. alkoholowe wybryki, wyjazdy do aresztu w nocy, fochy i dąsy, awantury. Bywało boleśnie. Dziś, po dwóch latach to ja wiem wszystko na temat ich dziewczyn, pierwszych i kolejnych razów, problemach, to ja pomagam po raz pierwszy zakładać soczewki, to ja pomagam przygotować się do matury. Tylko mnie wolno zwracać się do nich Misiu, Słoneczko i tylko na moją prośbę by wynieć, przynieść, pozamiatać, czy zrobić mi kanapkę stają na baczność. Moje dbanie o nich zawiera się w sferze emocjonalnej i psychicznej, od czasu do czasu ugotuję też obiad. Nigdy ich nie opierałam, nie prasowałam itp. Od samego początku pokazałam jasno, że to mają r0obić sami. Rezultat? Piorą swoje i moje ubrania. Wyjmują mi z rąk nóż, gdy kroję ogórek, gdyż "mogę się skaleczyć". Zamiast walczyć, żałować , że mój P. nie jest sam - zrozumiałam, że gdyby nie oni nie byłby tym, kim jest. Że może zamiast odpowiedzialnego, rodzinnego, porządnego faceta poznałabym dzi**arza nadużaywającego alkoholu. Zaakceptowałam i polubiłam ogromnie tych smarkaczy, mierzących po 197 wzrostu, jestem dlaq nich trochę siostrą, trochę koleżanką, trochę drogowskazem. Coraz częściej zdarzają się momenty, w których serce mi rośnie gdy np. młodziak, który nie cierpiał książek prosi mnie o pożyczenie kolejnej, bo zaraziłam go pasją do czytania, czy też po mojej klotni z P. (a drę się strasznie, gdyż jestem impulsywna) dzwoni do mnie zaniepokojony i prosi bym "zrobiła tak, by było dobrze". Gdy wyjeżdżam z domu do koleżanki czy na zakupy - pytają mnie zawsze dokąd jadę i kiedy mam wrócić, jeśli się spóźniam dzwonią - gdyż się martwią. Na moje urodziny trójka moich chłopaków przygotowuje mi zawsze niespodzianki : fajerwerki, kolacje ze świecami, kosze kwaitów - to, co kocham. Myślę sobie teraz, "cholera, jestem mądrą, fajną kobietą, która w tak trudnej sytuacji potrafiła stworzyć prawdziwy , ciepły dom". Potraficie sobie wyobrazić sytuację, w której ex żona Waszego faceta nocuje w Waszym wspólnie wybudowanym domu? Ja tak miałam. Nuie byłam zachwycona, ale byliśmy na wycieczce, a młody mocno zachorowal, nie mógł się ruszyć - ktoś musiał przy nim czuwać. I wiecie co? nic mi sie od tego jednego razu nie stało oczywiści nie wuyobraża sobie nagminnych takich sytuacji - ale pamiętajcie - nie ma takie czegoś, jak "normalne życie". Jest po prostu "życie". I to od kobiety zalezy jak będzie funkcjonował dom.
Bliscy odradzali mi związek włąśnie z powodu dzieciaków. Teraz przecierają oczy ze zdumienia.
Nie wspomnę też o stosunku mojego P. do mnie - puchnie z dumy, jest we mnie wpatrzony jak w obrazek i z dumą obnosi, że stał się pantoflarzem - a jest to silny, wspaniały facet tzw . samiec alfa.
Wiem, że przede mną wiele trudnych momentów, gdyż muszę ułożyć życie nie z jednym facetem, a z trzema, potem dojdą ich rodziny i inne kłopoty - ale jestem tego świadoma i wiem, że jeżeli kocha się mężczyznę trzeba uszanować jego przeszłość, życie, dzieci i ułożyć sobie dobre z nimi stosunki. Mogłam wejść na wojenną ścieżkę (zresztą tak bywało!) i w rezultacie rozstać się z tą rodziną, zamiast tego ulepiłam ten dom po swojemu.
Dziewczyny - wszystko się da
A jaką będziecie miały satysfakcję, jak ie to uczucie gdy obcy dzieciak, po przejściak obdarza Cię tak ogromnym zaufaniem! Niesamowite.
Wasi faceci , jeżeli są normalni, nigdy nie odejdą od mądrej kobiety, która ułożyła dobre relacje z dzieciakami.

Przemyślcie to sobie.

I najważniejsze - nie konkurujcie. Miłość do dziecka i miłość do Was to rózne rodzaje miłości, nie zabraknie jej, na pewno! Poza tym, dzieciaki przecież się nie uśpi - on będzie zawsze, więc po co się denerwować i cale życie kłócić? Nie wsponę o tym, co to znaczy mieć poparcie dziecka mężczyzny - gdy na nartach P. zostawił mnie dosłownie na jeden zjazd, by raz zjechać czarnym szlakiem, dostał taki ochrzan od synów, że szok, choć to przecież ja go sama tam wypchnęłam Szkoda że nie ma dziewczynki, jesteśmy w przededniu zaręczyn, więc mam nadzieje, że wkrótce pojawi się bobasek. A chłopcy będa nam go niańczyli gdy my wyskoczymy do kina. Mówię Wam, dzieciaki są fajne - co one winne, że tak dostaly na starcie od życia. Marzy mi się, że może np. gdy będą się żenić mnie równiez podziękują, nie tylko rodzicom?....

jejku, dziewczyny - to takie smutne - nie skreślajcie mężczyzn z dziećmi, po rozwodach, oni tym bardziej potrafią kochać i są dojrzalsi, doceniają otrzymane dobro...